18.10.2026
Czy pobyt pracowniczych migrantów poza granicami ojczyzny ma znamiona bezdomności? Choć mogłoby się wydawać, że blaszane kontenery modułowe zapewniają wszystko, co powinien oferować dom, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta.
Jedną z kluczowych cech, jakie powinien posiadać dom, jest stabilność. W zamieszkiwanych przez nas przestrzeniach szukamy przecież pewnej powtarzalności, schematu zachowań, które bez względu na warunki pogodowe, nasze samopoczucie lub inne, trudne do przepowiedzenia czynniki, będą reagować w doskonale nam znany sposób. W naszych schronieniach rytualnie powtarzamy dzień w dzień te same czynności wiedząc, że cokolwiek by się nie wydarzyło, będziemy w stanie je dalej realizować. Przewidywalność kreuje nasze „domy”, co podkreśla m.in. włoska szkoła socjologów, na czelę z Paolo Boccagni, twierdząc, że tylko przestrzenie, których funkcjonowanie jesteśmy w stanie przewidzieć, stają się dla nas bezpieczne. Różnica pomiędzy posiadaniem własnego „miejsca” a znajdowaniem się w kryzysie bezdomności objawia się więc poniekąd w możliwości prorokowania przyszłości – osoby posiadające własny, stabilny dom mogą planować swoją egzystencję w oparciu o niezachwiany zestaw czynności, jakie wykonujemy we własnych czterech ścianach. Pozbawieni dachu nad głową żyją w środowisku naznaczonym tymczasowością, którego termin żywotności jest jego mieszkańcom nieznany.
Zastanówmy się więc, do którego z powyższych stanów, bliżej jest nowoczesnej formie para budownictwa, która wraz z postępującym procesem globalizacji staje się coraz bardziej powszechna. Mam tu na myśli produkt przemysłu migracyjnego, międzynarodowej sieci relacji korporacyjnych aktorów, których celem jest optymalizacja firmowych budżetów. By ją osiągnąć „prywatne państwa” (jak nazywane są globalne przedsiębiorstwa przez amerykańską filozofkę Elizabeth Anderson) zaglądają w regiony globu, gdzie sytuacja ekonomiczna obywateli plasuje się poniżej europejskich standardów. Zatrudnienie mieszkańców tzw. Globalnego Południa z pozoru jawi się jako świetne rozwiązanie dla obu stron: pracownika i pracodawcy. Wynagrodzenie tych pierwszych z jednej strony stanowi finansowy awans względem kraju ojczystego, a z drugiej nie uszczerbia korporacyjnego budżetu, tak jakby to miało miejsce w przypadku zlecenia tych samych zadań pracownikom z krajów o wyższym poziomie rozwoju.
Problem w tym, że tak samo jak na pozyskiwaniu „siły roboczej”, firmy oszczędzają na budowie infrastruktury, w której przyszło żyć pracownikom zatrudnionym przy danej inwestycji. Zamiast trwałych miast robotniczych, jak miało to miejsce w XX wieku, powstają tymczasowe osiedla zbudowane kontenerów, które po wypełnieniu swojej misji jako mieszkanie pracownicze, staną się przestrzenią wystawienniczą, mobilnym punktem szczepień lub sezonowym barem gdzieś na kompletnie innej szerokości geograficznej. Surowa budowa tymczasowych „mieszkań” idzie w parze z ich peryferyjnym położeniem. Konstrukcje mieszkaniopodobne, w których słychać każdą myśl mieszkańców, powstają najczęściej zaraz obok miejsca pracy. Odcięci od centrum życia społecznego nie tylko odległością, ale i zasiekami z drutu kolczastego, mieszkańcy kontenerowego miasteczka zostają pozbawieni szansy na budowanie zewnętrznych relacji. Żyjąc w zawieszeniu i tymczasowości, próbują oswoić tę niesprzyjającą przestrzeń i stworzyć w niej choćby namiastkę domu. W wielu przypadkach strategie jego odnalezienia rozgrywają się jednak poza fizycznymi granicami osiedla.
* * *
Rozmawiam z mieszkańcami miasteczka kontenerowego nieopodal wsi Stara Biała. W 2023 roku do tej niewielkiej gminy, przyjechało ok. 2 tysięcy pracowników z odległego końca świata. Obywatele krajów takich jak Filipiny i Indie zamieszkali wewnątrz osiedla, które z miejsca naszej rozmowy, możemy dostrzec na horyzoncie. Nad zbudowanymi z białej blachy kontenerami sterczą buchające dymem kominy płockiej petrochemii – powodu przyjazdu tymczasowych mieszkańców.
Zaczepiam obcokrajowców, którzy akurat opuścili wielkopowierzchniowy sklep spożywczy. Niektórzy wychodzą obładowani reklamowymi siatkami, z których dyskretnie wystają czteropaki polskiego piwa. Gdy podchodzę do posiadaczy „Tyskiego” i „Żywca”, pracownicy wstydliwie upychają napoje na sam dół siatki. Inni przyjechali do sklepu jedynie by zabić czas. W upalny dzień siedzenie w kontenerze nie należy do najprzyjemniejszych, więc mieszkańcy szukają atrakcji poza swoim osiedlem.
W rozmowach poruszamy tematy związane z warunkami życia w miasteczku. Moi rozmówcy nie skarżą się przeważnie na kubaturę tymczasowego „domu”. Nieśmiało żartują, że gdy współlokator hałasuje, cały kontener się trzęsie. Wspominają też ostatnią mroźną zimę, momentami przedostającą się do wnętrz modułowych mieszkań. Te mieszczą w sobie zwykle kilka osób dzielących wspólną przestrzeń. Pracownicy „ramię w ramię” spożywają posiłki oraz spędzają wolny czas. Do snu kładą się na piętrowych pryczach ustawionych obok siebie jak na szkolnej kolonii. Prywatność znajdują dopiero po włączeniu telefonu. To tam mieści się ich prawdziwy dom, rodzina, dla której przyjechali do Polski pracować. Materialnie jest ona kilka lub nawet kilkanaście tysięcy kilometrów stąd, symbolicznie ukazuje się po naciśnięciu przycisku z boku komórki. Migranci w telefonach przeglądają zdjęcia rodzin oraz łączą się z bliskimi za pomocą wideorozmów. Na wyświetlaczu mają zawsze ustawiony czas lokalny – polski oraz domowy, tak żeby nie zbudzić swoim telefonem małżonki, dziecka lub rodziców.
Czy chybotliwa, przepuszczająca mróz konstrukcja zapewnia migrantom – niezbędną do poczucia bezpieczeństwa – stabilność? Wątpię. Kontener, który muszą dzielić z innymi, nie jest „własnym kątem” pracowników. Prywatność znajdują w rozmowach z najbliższymi, którzy zostali w ojczystych, oddalonych o tysiące kilometrów krainach. Podróż na inny kontynent pracownicy mogą odbyć jedynie za pomocą smartfona, więc to ten artefakt staje się dla nich najistotniejszy. W migranckim życiu, pełnym cyklicznych zmian zamieszkania, brak jest czasu na fizyczne przekształcanie przestrzeni. Galopująca po całym globie digitalizacja sprawiła, że wydrukowane zdjęcia ukochanej znad łóżka zostały zastąpione telefoniczną galerią dostępną po naciśnięciu przycisku na komórce. Tym samym klawiszem pracownicy przenoszą się do prawdziwego domu – tego pewnego, stabilnego i bezpiecznego.
Czy w obliczu takiego stanu powinniśmy więc postrzegać współczesnych pracowniczych nomadów jako pozbawionych dachu nad głową? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Podobnie jak osoby bezdomne prowadzące osiadły tryb życia, migranci nieustannie poszukują własnego miejsca w przestrzeni, która nijak go nie przypomina. Kontener stanowi raczej alternatywną formę zakwaterowania niż pełnoprawne lokum. Bliżej mu zapewne do koncepcji „niedomu” stosowanej m.in. przez socjolożkę Magdalenę Łukasiuk, w której lokator nie traktuje tymczasowego schronienia jak właściwego ogniska domowego. Co z tego, że migrant na drugim końcu świata posiada własną przystań i bliską rodzinę, skoro sytuacja finansowa nie pozwala mu w dowolnym momencie rzucić zatrudnienia i tam wrócić. Tak jak brak środków uniemożliwia człowiekowi żyjącemu na ulicy wynajem mieszkania na komercyjnym rynku, tak migrantowi blokuje powrót w rodzinne strony.
Z drugiej strony pracownika chroni obowiązujący go kontrakt, który zwykle gwarantuje elementarne warunki życia: wyżywienie, miejsce do spania oraz wynagrodzenie – co w teorii odróżnia go od, pozbawionych tych dóbr, osób w kryzysie bezdomności. Pod znakiem zapytania pozostaje jednak przymiotnik „podstawowe”. Czy można tak bowiem nazwać lokum, w którym nie da się schronić przed warunkami atmosferycznymi ani niechcianymi relacjami z innymi? Dochodzą do tego przypadki, gdy migrant – nieświadomy swoich praw – godzi się na ich łamanie. Nader często dochodzi do nich podczas inwestycji angażujących obywateli Globalnego Południa. W takich okolicznościach robotnik pozbawiony jest jakiejkolwiek gwarancji i pewności co do własnej egzystencji na obczyźnie.
Zdaję sobie sprawę z różnic, jakie dzielą opisywane przeze mnie grupy naszego społeczeństwa. Nie posunę się do nazywania pracowniczych migrantów osobami bezdomnymi, gdyż byłoby to kłamstwem z uwagi na dom znajdujący się w ich ojczyznach. Nawet jeśli w przeważającym stopniu ma on jedynie wirtualny wymiar, zapewnia migrantom poczucie bezpieczeństwa w nieprzyjaznych warunkach. Niepokojąca jest jednak liczba podobieństw pomiędzy migrantami a osiadłymi osobami w kryzysie bezdomności, które ukazują się, gdy od pracownika odetniemy jego związki z bliskimi. Oczywiście warto również zwrócić uwagę na tymczasowość migranckiego pobytu, który jest ściśle determinowany czasem trwania inwestycji. Nie mówimy tu jednak o dniach, tygodniach czy nawet miesiącach, a o latach, które osoba musi spędzić zamknięta w blaszanym kontenerze. A co jeśli realizacja planu budowlanego – z przeróżnych powodów – się opóźni? Pracownik wówczas nie tylko nie posiada własnej, prywatnej przestrzeni, ale również nie ma pewności co do swojego losu znajdującego się w rękach zatrudniającej firmy. To ona decyduje, w jakich warunkach zatrudniony będzie mieszkać i jak będzie wyglądać jego doba. W efekcie, choć na papierze migrant posiada dach nad głową i stałą wypłatę, w praktyce doświadcza tej samej egzystencjalnej niepewności i braku sprawczości, które stanowią istotę współczesnego kryzysu bezdomności.
Olaf Kardaszewski - socjolog i dziennikarz. Absolwent socjologii stosowanej i antropologii społecznej w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych oraz "Studiów Miejskich" na Uniwersytecie Warszawskim. Na co dzień pisze dla magazynu „National Geographic Polska”, w którym stara się poruszać tematy społeczne oraz środowiskowe. Poprzez swoje artykuły stara się zrozumieć mechanizmy rządzące naszym światem oraz to jak my – jako ludzie – staramy się do świata dopasować. W międzyczasie: sfrustrowany kibic londyńskiej drużyny Tottenham Hotspur.
Źródła:
https://najpierwmieszkanie.org.pl/publikacje/strona/otwarty-model-rozdzial-i/
https://najpierwmieszkanie.org.pl/publikacje/aktualnosc/poczucie-bezpieczenstwa/
https://www.hrw.org/world-report/2025/country-chapters/qatar
Artykuł powstał w ramach zadania pt. “Bezdomność to wybór społeczeństwa – wprowadź zmianę!” jest realizowane przez Fundację Najpierw Mieszkanie Polska dzięki dofinansowaniu ze środków Programu Ministry Rodziny Pracy i Polityki Społecznej “Pokonać bezdomność. Program pomocy osobom bezdomnym.” - edycja 2026.