30.12.2025
Psychiczne koszty oraz wpływ ukrytej bezdomności kobiet na zdrowie psychiczne i mechanizmy, które utrwalają ten kryzys
Wyobraź sobie kobietę, która każdego wieczoru kładzie się spać w obawie przed jutrem. W ciasnym pokoju wynajętym na tydzień, u znajomego znajomych albo u partnera stosującego przemoc, od którego nie ma dokąd odejść. Kobietę, która śpi w dzień, bo noc jest zbyt groźna. Kobietę, która na ulicy szybko wiąże się z mężczyzną, gwarantującym jej minimalne poczucie bezpieczeństwa. Kobietę samotnie wychowującą dzieci, której zwyczajnie nie stać już na mieszkanie.
Bezdomność, której nie widać
W debacie publicznej bezdomność wciąż bywa utożsamiana z przebywaniem na ulicy lub korzystaniem z noclegowni i jadłodajni. Stereotypowe postrzeganie zjawiska bezdomności zakłada, że osoby będące w kryzysie to uzależnieni mężczyźni. Takie ujęcie nie oddaje jednak pełnego obrazu zjawiska. W szczególności pomija doświadczenie tysięcy kobiet, których bezdomność ma charakter ukryty i rozgrywa się poza przestrzenią publiczną.
Dla wielu kobiet brak domu nie oznacza spania na ulicy, lecz życie w permanentnej niepewności: u znajomych, byłych partnerów, „kątem” (ang. sofa-surfing) u członków rodziny, bez umowy najmu, bez poczucia bezpieczeństwa i bez realnej możliwości zmiany swojej sytuacji. Tego rodzaju doświadczenia rzadko są ujmowane w oficjalnych statystykach. Zjawisko to określa się mianem ukrytej bezdomności (hidden homelessness) kobiet.
Ukryta bezdomność odnosi się do sytuacji, w których osoba formalnie posiada miejsce pobytu, lecz nie ma stabilnego, bezpiecznego i samodzielnego mieszkania. W przypadku kobiet często wiąże się to z brakiem tytułu prawnego do lokalu, zależnością od innych osób lub koniecznością pozostawania w relacjach przemocowych z powodu braku alternatyw mieszkaniowych.
FEANTSA, w ramach europejskiej typologii ETHOS, klasyfikuje bezdomność nie tylko jako brak dachu nad głową, lecz także jako życie w warunkach niezabezpieczonego lub nieadekwatnego zamieszkania. To właśnie te kategorie obejmują większość kobiet doświadczających kryzysu bezdomności, a jednocześnie są najrzadziej uwzględniane w statystykach publicznych.
Organizacja Narodów Zjednoczonych podkreśla, że bezdomność kobiet jest silnie powiązana z przemocą ze względu na płeć, nierównościami ekonomicznymi oraz strukturalnym brakiem dostępnych i bezpiecznych rozwiązań mieszkaniowych. W tym sensie ukryta bezdomność nie jest jedynie problemem mieszkaniowym, lecz naruszeniem podstawowych praw człowieka — prawa do bezpieczeństwa, godności i życia wolnego od przemocy.
Zdrowie psychiczne kobiet w ukrytej bezdomności
Ukryta bezdomność rzadko wygląda jak kryzys, który można jednoznacznie nazwać. Częściej przypomina długie życie w zawieszeniu między cudzymi decyzjami, zasadami i granicami. Kobiety bez poczucia bezpieczeństwa wynikającego z posiadania stałego miejsca zamieszkania, funkcjonują w stanie stałej czujności: kontrolują emocje, ograniczają swoją obecność w życiu społecznym, starają się nie zajmować zbyt wiele miejsca - ani fizycznie, ani psychicznie. Każdy dzień wymaga nieustannego kalkulowania relacji i ryzyka kolejnej możliwej utraty skrawka iluzorycznego poczucia bezpieczeństwa.
W takich warunkach napięcie nie znika, lecz staje się normą, prowadząc do chronicznego zmęczenia, zaburzeń snu, obniżonego nastroju i narastającego lęku. Osoby doświadczające tak silnego poziomu napięcia i lęku wchodzą w stany dysocjacyjne i do pewnego stopnia ten mechanizm pozwala im na kontynuowanie “zwyczajnego” życia poprzez unikanie przytłoczenia szczególnie stresującymi doświadczeniami zarówno z teraźniejszości jak i przeszłości. Emocje, myśli, doznania, wspomnienia są odłączane, tak aby móc funkcjonować. Niestety długotrwałe funkcjonowanie w tak silnym przeciążeniu i stosowanie tego mechanizmu niesie za sobą istotne konsekwencje dla zdrowia psychicznego.
Szczególnie obciążające jest to, że doświadczenie osób mierzących się z ukrytą bezdomnością rzadko bywa rozpoznawane jako kryzys zdrowia psychicznego. Skoro „jest gdzie spać”, cierpienie pozostaje nienazwane, także przez same kobiety. Wiele z nich nie zgłasza się po pomoc, nie uznając swojej sytuacji za wystarczająco kryzysową. Tymczasem długotrwała niepewność mieszkaniowa działa jak powolna erozja: osłabia poczucie własnej wartości, zawęża perspektywę myślenia o przyszłości i stopniowo wyczerpuje zasoby psychiczne. Zdrowie psychiczne nie załamuje się nagle. Wyczerpanie następuje po miesiącach, po latach codziennego wysiłku przetrwania.
Trauma codzienności
W doświadczeniu ukrytej bezdomności przeżycia traumatogenne rzadko mają postać jednego, wyraźnego i zaskakującego wydarzenia. Brak prywatności, niemożność odpoczynku, doświadczenie braku wpływu na własny los, przemoc (w wielu obszarach) oraz życie w przestrzeni, która nigdy nie jest „własna”, sprawiają, że organizm pozostaje w stanie ciągłej podwyższonej gotowości. Można porównać to do przebywania na wieloletniej wojnie, ale tej wewnętrznej. Ciało i psychika nie mają warunków do regeneracji. Osoba nie może zaopiekować się swoimi podstawowymi potrzebami: odpoczynkiem, jakościowym snem, poczuciem bezpieczeństwa fizycznego, emocjonalnego i bardzo często ekonomicznego.
Obok zaspokojenia fizjologicznych potrzeb ludzie mają potrzebę bezpieczeństwa. Chęć jej zaspokojenia będzie “kierowała” zachowaniem danej osoby. Kiedy po okresie prób i zmagań z trudną sytuacją, osoba nie osiągnie sukcesu w zaspokojeniu potrzeb, poczucie życiowej sprawczości drastycznie maleje. W związku z tym, z czasem wiele kobiet zaczyna funkcjonować jakby automatycznie, odcinając się od emocji i potrzeb, aby przetrwać ten czas, choć nie wiedzą ile to potrwa. Z czasem coraz trudniej im poszukiwać możliwości, próbować “wydostać” się z danej sytuacji, szukać rozwiązań. Zaczynają przystosowywać się. W jakiś sposób adaptować się “do bycia na wojnie”.
Paradoks tej sytuacji polega na jej społecznej niewidzialności. Ukryta bezdomność nie generuje obrazów, które uruchamiają reakcję otoczenia. Nie ma ulicy, kartonu ani interwencji. Jest cisza, za którą kryją się samotność i poczucie bycia niewidzialną.
Przemoc
Dla wielu kobiet ukryta bezdomność nie jest drogą ucieczki przed przemocą, lecz jej dalszym ciągiem. Brak bezpiecznego mieszkania sprawia, że odejście od sprawcy rzadko oznacza koniec zagrożenia - częściej prowadzi do kolejnej formy zależności. Kobiety zostają tam, gdzie są, albo trafiają w nowe relacje, nie dlatego, że tego chcą, lecz dlatego, że nie mają dokąd pójść. W takich warunkach dach nad głową staje się warunkiem przetrwania, a zależność mieszkaniowa daje innym realną władzę nad ich życiem.
To sprawia, że przemoc rzadko zostaje nazwana i przerwana. Kobiety wiedzą, że jej ujawnienie może oznaczać utratę jedynego schronienia, zagrożenie dla relacji z dziećmi lub konieczność wejścia w system, który nie zapewnia stabilności. W efekcie przemoc stapia się z codziennością - bywa bagatelizowana, odkładana na później, podporządkowana pilnej potrzebie bezpieczeństwa. Bez realnych i dostępnych rozwiązań mieszkaniowych wyjście z przemocy pozostaje ryzykiem, na które wiele kobiet zwyczajnie nie może sobie pozwolić.
Wyuczona bezradność
Długotrwała niepewność mieszkaniowa sprzyja rozwojowi syndromu wyuczonej bezradności - stanu psychicznego, w którym kolejne próby zmiany tracą sens, zanim jeszcze zostaną podjęte. Kobiety wielokrotnie doświadczające niepowodzeń, powielającej się przemocy w relacjach, niewydolności systemu, braku kontroli nad ważnymi aspektami swojego życia rezygnują z podejmowania wysiłku na rzecz zmiany ich sytuacji. Tracą wiarę w to, że podjęcie działań może prowadzić do trwałych rozwiązań i zmian. Z czasem pojawia się zinternalizowane przekonanie: „Cokolwiek zrobię – i tak nic to nie zmieni”, “Jedynie co mogę robić to trwać”.
Wyuczona bezradność rzadko przybiera formę jawnej bierności. Częściej wygląda jak nadmierne dostosowanie: umiejętność „radzenia sobie”, przeczekiwania, brania na siebie nadmiaru obowiązków w zamian za względną stabilność. To pozorna sprawczość, która pozwala przetrwać, ale jednocześnie utrwala zależność i izolację. Inne poważne, często już widoczne konsekwencje tego stanu psychicznego to m.in. zwiększone ryzyko depresji i zaburzeń lękowych, chroniczne poczucie beznadziei, spadek odporności psychicznej, zaburzenia koncentracji i decyzyjności, poczucie utknięcia, izolacja społeczna, brak korzystania z dostępnych form wsparcia (mimo tego, że się pojawiają), zaburzenia snu, dolegliwości psychosomatyczne.
Bez odbudowania poczucia wpływu oraz bez realnych alternatyw mieszkaniowych wyjście z kryzysu pozostaje iluzją - nawet wtedy, gdy formalnie pojawia się dach nad głową. Najczęściej kiedy sytuacja ulega zmianie na lepszą, i wydawałoby się, że osoba stanie na nogi, właśnie wtedy przychodzi największe załamanie, zarówno zdrowia psychicznego i fizycznego. Dzięki temu, że psychika dostaje sygnał, że “nie musi być już w stanie przetrwania” wychodzą wszystkie zepchnięte wcześniej emocje, myśli, wspomnienia.
Bibliografia:
Joanna Bieńkowska - psycholożka, terapeutka w podejściu Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniu (TSR). Od kilkunastu lat aktywnie udziela wsparcia osobom w różnych środowiskach i momentach życia. Pracowała jako pedagog ulicy, asystentka rodziny, trenerka NVC oraz konsultantka infolinii kryzysowych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Obecnie pracuje jako pracowniczka wspierająca Programu Ambiwalencja Fundacji Najpierw Mieszkanie Polska oraz jako terapeutka w gabinecie prywatnym.
Nasze projekty są finansowane ze środków publicznych przyznawanych w konkursach dla ngo. Jesteśmy doceniani. Jednak do każdego dofinansowania musimy dołożyć środki prywatne. Zazwyczaj jest to 10% kosztów całego projektu. Wesprzyj nas wpłacając dowolną kwotę na "wkład własny"