30.01.2026
System pomocy osobom dośw. bezdomności często oceniany jest przez pryzmat procedur i wskaźników. W rozmowie z pracowniczką wspierającą FNMP, psycholożką, ekspert przez doświadczenie dzieli się swoją perspektywą.
Anna Spychalska: Bezdomność wciąż bywa postrzegana w uproszczony sposób, jako indywidualna porażka lub wybór. Tymczasem osoby z doświadczeniem bezdomności coraz częściej podkreślają, że jest to złożony proces, silnie związany z funkcjonowaniem systemów społecznych. Chciałabym zapytać Pana, jak z Pana - osoby z doświadczeniem bezdomności - perspektywy działa system pomocy osobom w kryzysie bezdomności i gdzie najbardziej potrzebuje zmian. Jak w praktyce wygląda poruszanie się po tym systemie?
Ekspert przez doświadczenie: Ja w sumie byłem w dziewięciu ośrodkach dla osób bezdomnych. I tak szczerze mówiąc, różne są warunki socjalne, jak również bardzo różna jest kadra. Najlepszy taki ośrodek, który śmiało mógłbym polecić jako wzór działalności, to jest Bursa im. Kofoeda na ul. Lnianej w Warszawie, na Targówku. Natomiast nie we wszystkich ośrodkach jest dobrze - często jest tak, że osoby, które tam są, nie mają wsparcia ani od pracowników socjalnych, ani od kadry. To trudny, bardzo złożony proces. Wydaje mi się, że każdy ośrodek raczej powinien służyć, ale nie zawsze tak jest. Często osoby, które tam przychodzą, są traktowane przedmiotowo, wykorzystywane, nie tylko przez kadrę, ale też przez mieszkańców, którzy tam już dłużej mieszkają. Na nowe osoby przerzuca się więcej obowiązków, cięższe prace i tak dalej.
Cięższe prace, na przykład?
No różnie, bo wiadomo, że wszystkie te ośrodki w jakiś sposób muszą funkcjonować. Byłem w takim ośrodku, gdzie najcięższą taką pracą było przerzucanie węgla. Ponieważ to potężny budynek, a jednak ogrzewany własnym piecem, i w sumie to była jedna z cięższych prac. Poza tym w ogóle, tak jak mówię, te ośrodki funkcjonują w ten sposób, że raczej nie zatrudnia się zbyt dużo osób. Większość prac niezbędnych do funkcjonowania ośrodka wykonują mieszkańcy. Tak to wygląda.
Mówił Pan wcześniej o dużym znaczeniu kadry i o tym, że osoby korzystające z pomocy często potrzebują jej wsparcia. W jakich obszarach to wsparcie jest najważniejsze i najbardziej potrzebne?
Każda osoba bezdomna to jest temat na osobną książkę, więc nie da się tak generalizować, bo nawet jeśli zacznę coś tam wymieniać, to wiele osób skrzywdzę, bo o nich nie wspomniałem. Każdy życiorys takiej osoby to jest potencjalny scenariusz do filmu albo szkic jakiejś kiepskiej powieści. Nie da się tutaj tego jakoś zaszeregować, poszufladkować, poukładać. Z każdą z takich osób jest potrzebna praca indywidualna i to jest pole do popisu dla pracowników socjalnych, bo przede wszystkim, żeby wiedzieć, jak takiej osobie pomóc, to pracownik socjalny musi zdobyć zaufanie takiej osoby. Ta osoba musi się otworzyć i szczerze powiedzieć, jak ona widzi, co spowodowało taką czy inną sytuację, i tak dalej.
Dlaczego to zaufanie jest ważne?
To zaufanie jest najważniejsze, bo nie da się w inny sposób pomóc, nie znając przyczyn. Osoby, które już doświadczyły ulicy i wszelkich innych form bezdomności, często potrafią dobrze kłamać, konfabulować albo dopisywać jakieś historyjki.
I dopiero z czasem zaczynają szczerze opowiadać?
Na szczerość jest potrzebne zaufanie. Nawet jak Pani rozmawia z jakąś osobą, to po to, żeby tak naprawdę szczerze powiedzieć, jakie są Pani marzenia, to musi Pani już jakoś tej osobie ufać. Natomiast w pracy z pracownikiem socjalnym zwierzamy się z bardzo intymnych rzeczy, więc zaufanie to jest podstawa.
Czyli bez poznania konkretnej osoby trudno mówić o realnej pomocy?
Tak, dobrze byłoby, żeby pracownicy wspierający znali te swoje osoby. Wiadomo, że w dużych gminach może ośrodków jest więcej, ale ludzi jest masa i pracownicy nie są w stanie ogarnąć tego wszystkiego. Natomiast w mniejszych ośrodkach zdarza się tak, że pracownicy znają wszystkie osoby z imienia i nazwiska, kojarzą twarze, kojarzą problemy, z jakimi się borykają. Bo umówmy się, nie wszystkie osoby bezdomne są uzależnione od alkoholu - to może być szereg różnych przypadków życiowych. Na pewno są to osoby mniej zaradne życiowo, często z jakimś podwyższonym stopniem wrażliwości. Bo też bezdomność często bierze się stąd po prostu, że te osoby odpuszczają w jakichś konfliktach rodzinnych, odpuszczają, wycofują się, same opuszczają miejsce, w którym przebywały do tej pory, nie chcą uczestniczyć w konfliktach, w jakichś tam podziałach domów czy czymkolwiek innym. I często lądują na ulicy. Mentalnie ci ludzie są zdruzgotani.
Coraz częściej mówi się o potrzebie włączenia osób z doświadczeniem w procesy decyzyjne. Jaką rolę, według Pana, powinny odgrywać osoby z doświadczeniem bezdomności w projektowaniu polityk i programów pomocowych?
Ewentualnie widziałbym takie osoby tylko w kwestiach doradczych, absolutnie nie decyzyjnych, natomiast w kwestiach doradczych - tak, dlatego że to są ludzie, którzy mają praktykę. Wszystkie osoby, które do tej pory zajmują się projektowaniem programów, mają wiedzę, ale teoretyczną. Te osoby nigdy w życiu nie były na ulicy, nie walczyły o przeżycie kolejnego dnia, nie musiały kombinować, gdzie dzisiaj coś można zjeść, a jak ktoś pali, gdzie pójść, żeby zapalić papierosa, i tak dalej. Trzeba się też umyć czasami, coś przeprać. Praktycznie każdy aspekt życia. Bezdomni też tworzą pewne grupy. Te grupy wprowadzają nowych w środowisku. Pokazują, gdzie pójść, żeby zjeść obiad, gdzie jest pralnia za darmo, w jakie dni, i tak dalej, i tak dalej.
Bezdomni mają praktykę w tym, jak sobie radzić z tym wszystkim, tak że w kwestiach doradczych, mi się wydaje, że to by byli najlepsi ludzie, natomiast nie widzę takich osób w takich funkcjach decyzyjnych. To zresztą też się przekłada na funkcjonowanie ośrodków, bo w ośrodkach są osoby, które mają dłuższy staż w danym ośrodku i dostają do pełnienia jakieś funkcje, czasami jest to nawet odpłatne, nie są to wielkie pieniądze, ale coś tam zawsze dostają. I widać postępowanie tych osób nawet na przestrzeni doby. W czasie, kiedy jest kadra, zupełnie inaczej się zachowują, a zupełnie inaczej, jak już po godz. 15 kadra idzie do domu. Wiadomo, kota nie ma, to myszy harcują.
A jakie działania powinny być priorytetem, jeśli naprawdę chcemy ograniczać bezdomność, a nie tylko nią zarządzać?
To jest pytanie dość trudne, bo to wiąże się na pewno z tym, jakie środki będą dostępne na realizację tych planów. Wiadomo, że wszystkich się nie da zrealizować. Priorytetem powinna być większa kontrola nad działalnością ośrodków. To mi się wydaje, że jest duża bolączka systemu - że ośrodki działają bez większej kontroli.
A w czym ta większa kontrola mogłaby pomóc, przed czym mogłaby zabezpieczyć? Mówił Pan wcześniej o kadrze, że kadry potrafią być bardzo różne. Czy to na przykład ma Pan na myśli?
Tak, tak, tak. Przede wszystkim ciężko, żeby urzędnicy jeszcze kontrolowali osoby bezdomne. Od tego jest kadra, ale kadra też nie może czuć się totalnie bezkarna. Ja widziałem na przykład, że usuwane były osoby z ośrodków z bardzo różnych powodów. Czasami tak błahych, nawet niewiążących się z jakimś złamaniem regulaminu. Taka osoba, lądując na ulicy, wraca w wir, z którego próbuje się wyrwać. Tak że tutaj jest na pewno totalny brak kontroli.
Czy osoba będąca w takim ośrodku, która widzi różnego rodzaju nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu, na przykład nadużycia ze strony kadry, ma gdzie się zwrócić?
(Śmiech) Rozśmieszyła mnie Pani troszkę tym pytaniem. Nawet nie wiem, czy ma gdzie. Prawdopodobnie ma, bo pewnie jest tam jakiś rzecznik, ale ta osoba nigdy się nie zwróci. Nie, nie, nie… Bo to jest podcinanie gałęzi, na której się siedzi. To znaczy, że taka osoba na pewno musi opuścić ośrodek. Ośrodki też mają kontakt między sobą, więc często jest przekazywane nazwisko delikwenta i on już nie znajdzie miejsca nigdy. Tak że osoby, które już trafiają do ośrodku, zdają sobie sprawę z tego, że są pod kreską, ale raczej starają się w ośrodku utrzymać.
Nawet kosztem znoszenia nieprawidłowych zachowań ze strony jego pracowników…
Tak, kosztem upokorzeń, kosztem różnych nieprzyjemnych rzeczy. No, niestety, ale tak to wygląda. Nie da się tak zgeneralizować, że znajdziemy złoty środek i nagle nasz system zacznie funkcjonować idealnie, bo w żadnym państwie na świecie on dobrze nie funkcjonuje. Wiadomo, że w tym systemie są potrzebne środki, i w jakichś bogatszych społeczeństwach może tych środków być więcej. W Polsce jest, ile jest, więcej tego nie wygospodarujemy, prawda? Natomiast nie ma złotego środka, dlatego to jest tak złożony problem, z którym nie radzą sobie naprawdę dużo, dużo wyżej rozwinięte i społecznie, i materialnie społeczeństwa. Więc w Polsce jest, jak jest. Nie jest źle, mogłoby być gorzej, natomiast, no, wie Pani, jedyne co, to patrzeć tylko, co możemy zrobić lepiej, a nie porównywać się do tego, że mogłoby być gorzej - gorzej zawsze może być.
* Rozmówca jest osobą uczestniczącą w Programie Ambiwalencja FNMP
Anna Spychalska - psycholożka i seksuolożka w trakcie szkolenia psychoterapeutycznego w nurcie psychodynamicznym. Pracuje jako pracowniczka wspierająca w Programie Ambiwalencja Fundacji Najpierw Mieszkanie Polska oraz psycholożka i seksuolożka w Instytucie Psychoterapii i Terapii Seksuologicznej SPLOT. Z osobami w kryzysie bezdomności pracowała w niderlandzkiej filii Fundacji Barka.
Nasze projekty są finansowane ze środków publicznych przyznawanych w konkursach dla ngo. Jesteśmy doceniani. Jednak do każdego dofinansowania musimy dołożyć środki prywatne. Zazwyczaj jest to 10% kosztów całego projektu. Wesprzyj nas wpłacając dowolną kwotę na "wkład własny"