27.02.2026
Zdaniem Marty, kobiety, która doświadczyła bezdomności, w doświadczeniu bezdomności kobiet kluczową wartością jest bezpieczeństwo. Marta rozmawia z psycholożką/terapeutką, pracowniczką wspierającą w Programie Ambiwalencja.
“Jest to wszystko trudne, ale wykonalne.”
Zdaniem Marty, kobiety, która doświadczyła bezdomności w doświadczeniu bezdomności kobiet kluczową wartością jest bezpieczeństwo rozumiane nie tylko jako dach nad głową, ale jako cztery ściany zapewniające prywatność, możliwość zadbania o higienę, jedzenie i elementarną godność. Ciepło i prąd są ważne, lecz są szerzej rozumianymi potrzebami człowieka.
Związki z mężczyznami posiadającymi mieszkanie często stają się strategią przetrwania. Nie zawsze są wyborem emocjonalnym. Bywa, że to pragmatyczna odpowiedź na zagrożenia ulicy. Jednocześnie rozmówczyni podkreśla, że życie z agresywnym partnerem może być bardziej niebezpieczne niż sama ulica.
Na ulicy Istotną rolę odgrywa życzliwość, kultura osobista i nieformalne sieci wsparcia. Kobieca bezdomność to doświadczenie mniej widoczne, często relacyjne, w którym balansuje się między zależnością a przetrwaniem.
Rozmowę poprowadziła Joanna Bieńkowska, psycholożka i terapeutka, pracowniczka wspierająca Programu Ambiwalencja Fundacji Najpierw Mieszkanie Polska. * Imiona bohaterki i bohaterów zostały zmienione.
Joanna Bieńkowska: Cześć Marto*, Bardzo Ci dziękuję, że zgodziłaś się na to spotkanie i rozmowę. Przede wszystkim, chciałabym porozmawiać o Twoim doświadczeniu i o tym, jak postrzegasz różnice między kobietami a mężczyznami w sytuacji bezdomności. Jak Ty to widziałaś kiedy byłaś jeszcze “na ulicy”?
Marta: Moim zdaniem mężczyźni są często zbyt dumni, żeby znaleźć sobie jakiś kącik, przytulić się do kogoś w jakimś mieszkaniu. Kobiety, tak jak ja, zawsze starały się znaleźć miejsce przede wszystkim bezpieczne i ciepłe. Ważny był też prąd – bez niego ciężko, bo ani herbaty nie zrobisz, ani nic nie zagrzejesz.
Czyli to są trzy najważniejsze rzeczy?
Nie. Najważniejsze jest bezpieczeństwo. Cztery ściany, w których możesz być i nie krępować się robić tego, co potrzebujesz. Ciepło i prąd są ważne, ale przede wszystkim bezpieczeństwo.
Jak kobiety radzą sobie, kiedy doświadczają bezdomności albo trudności z mieszkaniem? Jak szukają bezpieczeństwa?
Żeby mieć bezpieczeństwo, to od razu ci mówię, znajdują sobie faceta, z którym mają długi romans… Wchodzą w relację z kimś, kto ma mieszkanie. To bywa taki sposób na przetrwanie. Jest to taki wybór. Jeśli mężczyzna mieszka sam, ma własnościowe mieszkanie, to na logikę – dlaczego nie?
To jakie to są związki? Krótkie, długie?
Różnie. Ja miałam długie. Z jednym mężczyzną mieszkałabym do dziś, gdyby nie dostał eksmisji i gdyby nie zmarł. Kiedy zmarł, to ja już byłam z Pawłem, z tym, że nie od razu się do niego kitrałam, nie, nie, nie. On po prostu sam mnie wziął. Gadaliśmy pod klatką z grupką znajomych. A Paweł dobra, dobra, chodź, chodź, chodź.
Czyli czasem najpierw mieszkanie, potem relacja?
Czasem tak, ale to indywidualne. Nikt nie jest taki sam. Bywały okresy, kiedy mieszkałam na klatkach schodowych, w pomieszczeniach na gabaryty. Nigdy sama. Zawsze ktoś był obok.
Nigdy sama?
Nigdy nie mieszkałam sama. Zawsze ktoś się znalazł. Najczęściej ze starych znajomych. Czy to z ulicy, czy to z mieszkaniem. Na przykład miałam taką sytuację: siedzimy w kabinie śmietnikowej, takiej na gabaryty. Siedzimy sobie, tam coś, tu coś, kręciłam akurat fajka. I przychodzi Stasiu. Przychodzi Stasiu z kolegą, kolegę dopiero co poznałam wtedy. Niejaki Paweł. Paweł mówi, “Co będziecie tak tutaj w zimnie siedzieć, chodźcie do mnie”. Poszliśmy. No i tam też parę ładnych tygodni byliśmy. Tam było bezpieczniej. Przede wszystkim te podstawowe rzeczy jak higiena, pranie, gotowanie. To dawało namiastkę normalności.
A inne kobiety?
Różnie. To smutne historie. Znam jedną kobietę, która jeszcze żyje – jest w ośrodku opieki. Reszta nie żyje. Bezdomność, niedożywienie, choroby, alkohol – to wszystko ze sobą się łączy. Zmarły, bo mieszkały na ulicy. Z drugiej strony czasem lepsza ulica niż życie z agresywnym mężczyzną. Lepiej niż być workiem treningowym.
W takim razie, jak funkcjonować, żeby przetrwać w środowisku ulicznym?
Trzeba być kulturalnym, spokojnym, nie robić awantur. Trzeba uważać na zachowanie, mówić „dzień dobry”, nie prowokować problemów. Osoby agresywne są wykluczane. Są niepożądane.
Opowiedziałaś o poczuciu bezpieczeństwa, a co jeszcze było dla ciebie bardzo ważne, kiedy doświadczałaś bezdomności?
Życzliwość ludzka.
Łatwo ją znaleźć?
Różnie bywa, ale ja nie miałam z tym problemu. Paweł pomógł mi trafić do programu Najpierw mieszkanie a potem do Fundacji Najpierw Mieszkanie Polska. Zdarzało się też wsparcie ze strony służb.
Jakie wsparcie?
Przede wszystkim zimą, bo zimy są najgorsze. Szukało się kogoś z mieszkaniem. Był też opuszczony ośrodek nad Zegrzem. Mieliśmy butle gazowe z nakręcanymi ogrzewaczami. Był problem z wodą, ale poszło się do sąsiadów czy ochroniarzy.
Czyli tam trochę życzliwości było?
Tak! My tam mieliśmy dobrze, bo i policjanci zaglądali dla bezpieczeństwa. I leśnicy przynosili gorące obiady. Straż miejska - w termosach gorącą herbatkę, kawkę. Dostawaliśmy ubrania. Pomagali jak mogli.
Generalnie przychodziło się tam tylko na noc, do tego domku, a tak to się przyjeżdżało do Warszawy. Trzeba było coś zarobić, autobusy jeżdżą co 2 godziny, było dobrze. Butelki i złom. Nawet ci ze skupu chętnie pożyczali wózki na ciężkie rzeczy.
Zastanawiam się jeszcze, a jak ze jest zdrowiem na ulicy?
Bardzo ważna rzecz. Higiena, jedzenie. Robale.
Robale?
Pluskwy, wszy. Jak spały, gdzie upadły… a przestań. Pokochałam prusaki bo ludzi nie gryzą. A co ludzi gryzie? Przede wszystkim pluskwy i wszy. Bo co z tego, że pójdziesz, dadzą ci preparat i tak dalej, a wrócisz w to samo miejsce i znowu to samo. To błędne koło. Ale higiena…
Jest to wszystko trudne, ale wykonalne.
Joanna Bieńkowska - psycholożka, terapeutka w podejściu Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniu (TSR). Od kilkunastu lat aktywnie udziela wsparcia osobom w różnych środowiskach i momentach życia. Pracowała jako pedagog ulicy, asystentka rodziny, trenerka NVC oraz konsultantka infolinii kryzysowych dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Obecnie pracuje jako pracowniczka wspierająca Programu Ambiwalencja Fundacji Najpierw Mieszkanie Polska oraz jako terapeutka w gabinecie prywatnym.
Nasze projekty są finansowane ze środków publicznych przyznawanych w konkursach dla ngo. Jesteśmy doceniani. Jednak do każdego dofinansowania musimy dołożyć środki prywatne. Zazwyczaj jest to 10% kosztów całego projektu. Wesprzyj nas wpłacając dowolną kwotę na "wkład własny"