11.03.2026
Zdjęcie z zasobów Fundacji "Niestereotypowi"
Bezdomność młodych dorosłych różni się od bezdomności osób dorosłych, szczególnie tych, które doświadczają jej dłużej. Osoby w wieku 18-25 lat mają większą otwartość na podejmowanie walki o siebie i mimo wszystko doświadczają mniej negatywnych konsekwencji związanych z doświadczeniem bezdomności. Tym większa więc jest odpowiedzialność pracowników instytucji wspierających i organizacji pozarządowych, by odpowiednio wcześnie i adekwatnie reagować w sytuacjach, w których w życiu młodego człowieka dochodzi do kryzysu związanego z brakiem stałego i bezpiecznego miejsca zamieszkania.
“Niestereotypowi” do lutego 2026 roku byli grupą nieformalną, wspierającą od 2020 roku młode osoby, będące w trudnej sytuacji życia. Będąc założycielką grupy - dzisiaj prezeską Fundacji “Niestereotypowi”, przez niespełna pięć lat zdobywałam doświadczenie jako streetworkerka, towarzysząc osobom doświadczającym bezdomności w poprawie jakości ich życia. W tym okresie poznawałam coraz więcej osób młodych, w wieku 18 - 25 lat, które żyją bez domu lub są wysoko zagrożone bezdomnością.
W artykule podejmuję tematykę pracy z grupą właśnie tych osób - młodych, którzy zmagają się z kryzysem, w jakim nie powinni się znajdować. Dlaczego nie powinni? Zarówno my, jak inne organizacje pracujące z młodymi ludźmi dostrzegamy, że często przyczynami ich bezdomności są czynniki niezależne od nich. Konsekwencje błędów i zachowań podwyższonego ryzyka, których osoby te doświadczały w swoich środowiskach.
Relacja & Decydowanie
Zarówno osoby młode dorosłe, jak te starsze w kryzysie często w swoich biografiach doświadczyli odrzucenia. Odrzucenia tak ze strony bliskich, jak przez pracowników różnych miejsc. Nierzadko w wyniku różnych sytuacji interpretowanych odmiennie przez obie strony sprawy, za konkretnym człowiekiem poszła opinia: “jest niewspółpracujący”, “jest roszczeniowy”, “jest trudny w kontakcie”. Osoby, które decydują się na pogłębioną pracę z ludźmi żyjącymi bez domu, by dobrze dawać wsparcie, rezygnują z kierowania się takimi opisami o człowieku. Tacy streetworkerzy, asystenci, pracownicy socjalni (i inni) stają się jednymi z niewielu osób, które nie odrzuciły. Bywa też, że są pierwszymi i jedynymi osobami, z którymi człowiek doświadczający bezdomności pozostaje w kontakcie.
23-letni chłopak uczęszczający na spotkania Niestereotypowych i będący jednocześnie uczestnikiem wsparcia indywidualnego Fundacji, kilkukrotnie złamał regulamin grupy. W czterech takich sytuacjach - w przeciągu dwóch lat - warunkowo dostawał pozwolenie na pozostanie w grupie. Za każdym razem wspólnie z nim ustalany był plan naprawczy, uwzględniający konkretne zachowanie problemowe.
Pomimo wyzwań w wypracowywaniu ścieżki współpracy z nim, byłam pierwszą i wtedy jedyną osobą, o której powiadomienie poprosił policję, gdy zatrzymała go na kilkunastodniowy pobyt w zakładzie karnym.
Chłopak w swoim życiu wielokrotnie zmieniał miejsce zamieszkania - po śmierci uzależnionej od alkoholu mamy dorastał w kilku placówkach opiekuńczo-wychowawczych, trzykrotnie podejmował próby usamodzielnienia się w mieszkaniach wspomaganych/treningowych, doświadczył pobytów w zbiorowych placówkach wsparcia niskoprogowego (noclegownia) oraz całodobowego (schronisko), przez kilkanaście miesięcy przebywał w pustostanie.
W zeszłym roku trzy razy podejmował decyzję, że chce pozyskać zabezpieczenie w Domu dla Mężczyzn. W dwóch z tych razów, w dzień przyjęcia ostatecznie nie docierał do miejsca. Gdy za trzecim razem poprosił mnie jako swoją opiekunkę usamodzielnienia o to samo, zawahałam się. Przed podjęciem działania, długo rozmawialiśmy o tym, na ile w tym momencie jest rzeczywiście gotowy i teraz ponownie nie zrezygnuje w ostatniej chwili. Ostatecznie to on zadecydował. Dotarł do Domu w wyznaczonym terminie i po przyjęciu został w nim na następnych kilka miesięcy.
A może gdybym w dwóch poprzednich sytuacjach, korzystając z “autorytetu pomagaczki”, naciskała mimo wszystko na zakwaterowanie w miejscu, to następnego dnia już by go w nim nie było?
Mieszkanie & Wspieranie
W społecznym dyskursie dużo mówi się o tym, że młodzi ludzie częściej doświadczają bezdomności ukrytej, aniżeli jawnej. Idąc ulicą lub w czasie rowerowej przejażdżki można nie pomyśleć nawet, że mijana osoba nie wróci dziś wieczorem do swojego mieszkania. Wygląda “normalnie”, jak inni mijani ludzie. Nie jest wizualnie zaniedbana, nie niesie worka z puszkami, nie prowadzi wózka ze złomem, nie idzie z torbami po „wydawce” żywnościowej.
Wręcz przeciwnie - ma standardowe ubrania, plecak, słuchawki na/w uszach. Być może nawet uśmiecha się do telefonu. A w istocie może właśnie iść do kolegi czy koleżanki, u którego okresowo przebywa po tym, jak zakończyła się możliwość pobyt u innego znajomego.
Duża część osób młodych dorosłych, która nie ma stabilnego miejsca zamieszkania funkcjonuje w ten sposób, unikając tym samym przeciągającego się spania w pustostanie czy na klatce schodowej. Nie chcąc korzystać z noclegowni dedykowanej osobom doświadczającym bezdomności, wybierają taką formę. Zazwyczaj pobyt u znajomych nie trwa długo.
W tym miejscu przytoczę jeszcze jeden schemat występujący w środowiskach rodzinnych. Jako asystenci w Fundacji dyskutujemy o tym, na ile można go już nazywać bezdomnością, a na ile nadal jeszcze wysokim zagrożeniem nią. Są to sytuacje, w których młodzi ludzie mogą mieszkać w mieszkaniu rodziców - najczęściej jednego rodzica (ze względu na brak drugiego), a jednocześnie żyją w napięciu i strachu przed koniecznością opuszczenia domu. 19-letni chłopak po opuszczeniu Domu Dziecka wprowadził się do lokalu socjalnego taty, nadużywającego alkoholu. 72-letni ojciec utrzymywał się jedynie z zasiłku stałego z tytułu wieku, a pobyt syna w mieszkaniu warunkował tym, że to chłopak będzie dokonywał opłat za zadłużony lokal, będąc dodatkowo przymuszanym do kupowania tacie alkoholu za własne środki na kontynuowanie nauki. Nastolatek, sam posiadający umiarkowany stopień niepełnosprawności spał na podłodze w mieszkaniu, aż w końcu, w wyniku myśli rezygnacyjnych, trafił do szpitala psychiatrycznego.
W podobnej sytuacji znalazła się 22-letnia dziewczyna. Zakończywszy swój trzymiesięczny pobyt w więzieniu, zamieszkała w domu rodzinnym, z którego w nastoletnim wieku została umieszczona w Domu Dziecka. Przez kilka miesięcy mogła mieszkać u mamy, która jednak w wyniku presji ze strony swojego ówczesnego partnera, nakazała dziewczynie opuszczenie domu. Gdy ojczym opuścił zakład karny po swojej kilkuletniej karze pozbawienia wolności, dziewczyna wprowadziła się do swojego chłopaka. Przez kilka następnych miesięcy była ofiarą stosowanej przez niego przemocy psychicznej i ekonomicznej. Pomimo tego nie chciała odejść, argumentując to strachem przed brakiem miejsca zamieszkania. W momencie podjęcia przez nią decyzji, rozpoczęto interwencję, uruchamiając procedurę Niebieskiej Karty we współpracy z placówką, w której pozyskała czasowe zabezpieczenie.
Nie zawsze jesteśmy w stanie od razu odpowiedzieć na potrzeby uczestników naszego wsparcia. Czasami różnimy się z nimi w tym, jak my identyfikujemy i nazywamy ich potrzeby i jak oni sami je określają i uważają”. Dość często uczestnicy naszego wsparcia przez jakiś czas stawiają opór przy proponowanych im konkretnych rozwiązaniach. To, co możemy wtedy robić, to towarzyszyć, być i podejmować konkretne działania dopiero wtedy, gdy wchodzą w swoje okno gotowości.
Zdrowienie & Społeczność
Nie bez powodu łączymy zdrowienie ze społecznością. W byciu z osobami młodymi dostrzegamy, że często pierwszy komponent znajduje umocowanie w drugim. Wiele działań projektowanych celem poprawy jakości życia osób w kryzysie jest rozdzielonych pomiędzy różnymi strukturami, czasami sektorami. Bywa to dobre, jeśli lokalnie miejsca wsparcia są zsieciowane na wysokim poziomie, doprowadzając do realnej współpracy na rzecz człowieka.
Jednocześnie taki system czasami doprowadza do tego, że osoba wymagająca wsparcia ma na tyle dużo różnych miejsc udzielających pomoc, że z któregoś elementu (lub z ich kilku) ostatecznie rezygnuje. Idąc za swoimi priorytetami, wybiera to, co aktualnie dla niej samej jest najbardziej istotne. Niektóre oddziaływania zapewniają kompleksowość, która z kolei rzeczywiście ma miejsce dopiero wówczas, gdy osoba wspierana ma wystarczające zaufanie i relację zbudowaną z danym miejscem, a w nim - z ludźmi (tj. pracownikami).
Jednym z celów, jakie chcemy realizować w naszych działaniach, jest tworzenie takiej przestrzeni, w której osoby młode w odpowiednim dla siebie czasie, podejmują kolejne kroki zwiększające ich dobrostan. W procesie.
Gdy latem 2023 roku poznałam na rynku łódzkiej Manufaktury wtedy 21-letnią dziewczynę, szybko zorientowałam się, że wymaga ona wsparcia psychiatrycznego i prawdopodobnie - terapeutycznego. Sama długo nie uznawała takiej perspektywy, potrzeby. Pozostawała we wsparciu indywidualnym i grupowym, na swoich zasadach. Punktem zwrotnym było jedno ze spotkań grupowych. Inna dziewczyna podczas rundy dzielenia relacjonowała pozostałym uczestnikom swoją wizytę u psychiatry, która była dla niej ważnym wydarzeniem. Kilka dni później wspomniana wcześniej dziewczyna podzieliła się na grupowej konwersacji tym, że ma wyznaczony termin swojej pierwszej wizyty u specjalisty. Do dzisiaj była u niego już trzykrotnie i aktualnie kompletujemy pozostałe dokumenty medyczne potrzebne do wnioskowania o stopień niepełnosprawności.
Podobny efekt zauważyliśmy po tym, jak w zeszłym roku rozpoczęliśmy swobodne wyjścia do zaprzyjaźnionej Poradni MONAR. Naszym celem było to, by osoby, którym towarzyszymy, poznały środowisko terapeutów i pracowników poradni w przyjaznej przestrzeni. Chodziliśmy tam po to - po uzgodnieniu z tamtejszą kadrą – by młodzi poznali miejsce, i poczuli, że mogą być w nim bezpieczni. W rzeczywistości część osób z naszej grupy, zmagająca się ze swoimi uzależnieniami, po jakimś czasie umawiała się na spotkania indywidualne z terapeutami. Wcześniej nie zostali ocenieni, nie byli namawiani. Sami sobie dawali przykład, mówiąc na regularnych spotkaniach o tym, do kogo się umówili.
Każda z sześciu wartości wymienionych w tekście daje wyraz temu, że zarówno te elementy osobno, jak w połączonym zestawieniu mogą wnosić realny wymiar upełnomocnienia i partycypacji. Tak, by w osobach wspieranych - niezależnie od tego, ile mają lat, widzieć nie tyle osoby wspierane, co przede wszystkim zwyczajnych ludzi. Ludzi, którzy pomimo trudów swojego życia, cały czas mogą budować swoją sprawczość i kształtować życie na optymalnym dla siebie poziomie.
Nasze projekty są finansowane ze środków publicznych przyznawanych w konkursach dla ngo. Jesteśmy doceniani. Jednak do każdego dofinansowania musimy dołożyć środki prywatne. Zazwyczaj jest to 10% kosztów całego projektu. Wesprzyj nas wpłacając dowolną kwotę na "wkład własny"