28.02.2026
Autor ekspert przez doświadczenie zastanawia się kiedy zaczęła się jego samotna droga przez życie, ubóstwo i bezdomność fizyczna. Czuje, że psychiczna, mentalna zawsze z nim była. Sprawiły to warunki w jakich wzrastał.
Czym jest ubóstwo, bezdomność i samotność?
Dzieciństwo
Odpowiedz jest skomplikowana. Myślę, że już w dzieciństwie uciekałem od obcowania z ludźmi. Brak odpowiedniej opieki przez dziadków, którzy mnie wychowywali spowodował nieradzenie sobie z własnymi emocjami. Już wtedy pojawiały się stany depresyjne, nerwica przez co w dzieciństwie moczyłem się w nocy. Niska samoocena – którą posiadam do dziś – sprawiła, że miałem słabe wyniki w szkole, a raczej ich nie miałem wcale. Przez cały okres edukacji pozostawałem bez opieki, zarówno dziadków jak i psychologów, gubiąc się w tym wszystkim. Nie wiedziałem co i jak w prostych zadaniach, kogo prosić o pomoc. Lubiłem nauki ścisłe, tylko potrzebowałem pomocy, bo po prostu ich nie rozumiałem. Podobnie było z emocjami.
Łatwiej było mi uciec, więc uciekałem od wszystkiego: nauki, relacji, uczuć. Do ucieczki dopingowało ubóstwo. Wstydziłem się, że nie miałem tego co inni, np. dostępu do lekarzy, omijała mnie większość wycieczek szkolnych przez co czułem się to gorszy od innych. Pojawiały się uchybienia, nie dbałem wcale o siebie. Myślę, że poczucie własnej niskiej wartości już wtedy się budowało. Łatwiej było mi zawierać toksyczne znajomości np. ze szkolnymi chuliganami. Już mając 14 lat sięgnąłem po papierosy.
Nastoletniość
W wieku 15 lat trafiłem do domu dziecka, gdzie nadal nie odczuwałem opieki i zainteresowania. Z tego powodu do szkoły chodziłem, bo chodziłem częściej wagarując i bardziej męcząc się niż czegokolwiek ucząc. Do dziś pomimo upływu lat tkwią w moich wspomnieniach docinki typu „Jesteś strasznie odporny na wiedzę”. Ja się w tym wszystkim czułem jak upośledzony. Po ukończeniu szkoły zawodowej, której wcale nie czułem próbowano mi narzucić następną szkołę mówiąc, iż dobrze by było pójść do technikum. Miałem problem z przedmiotami technicznymi, nie rozumiałem ich i byłem z tym sam. Sprawiło to, iż dla mnie jako osiemnastolatka wagary były codziennością.
Młoda dorosłość
Po wyjściu z domu dziecka, trafiłem do domu rodzinnego do mieszkania w tym samym bloku, w którym mieszkała moja babcia. Z deszczu pod rynnę - mieszkanie mieściło się w sutenerze, w korytarzu odbywały się ,,popijawy” i bijatyki. Dzięki tamtym znajomościom, pracowałem okresowo w Warszawie podejmując się zajęć, które okazały się dla mnie niekorzystne w skutkach. Ich konsekwencją są zobowiązania finansowe, które mam do dziś. Myślę, że większość osób w młodym wieku jest podatna na manipulacje pod pretekstem szybkiego zarobku.
Później podejmowałem się różnych prac dorywczych, lecz nie potrafiłem czerpać z tych zajęć przyjemności więc je porzucałem. Choć zawodowo robiłem różne rzeczy, pozbawiony byłem zaangażowania w to, co robiłem. Jak pojawiało się zaangażowanie to był nacisk na nadgodziny i zarzuty, że mało własnej inicjatywy nie wspominając o ignorowaniu moich próśb o umowę i małych zarobkach. To wprawiało mnie w stany depresyjne, które już wtedy próbowałem uśmierzać alkoholem i hazardem.
Przełomem w późniejszym okresie było wieczorowe liceum. Ten okres mnie dowartościował, ponieważ z dwójkowo-trójkowego ucznia stałem się uczniem na poziomie czwórkowo-piątkowym. Myślę, że to zasługa nauczycieli, którzy podeszli do mnie inaczej. Nawet chemia i fizyka stały się dla mnie zrozumiałe. Lecz wtedy też pojawiły się problemy m.in. brak możliwości płacenia za szkołę. To mnie zniechęcało. Zostały około 4 miesiące do matury, a w mojej głowie były dwie myśli, przez które przerwałem naukę: strach przed tym, że nie będę miał w co się ubrać na maturę i obawa czy zdam.
Pierwsze ośrodki
W tym samym czasie zmarła moja babcia, czego skutkiem było to, że trafiłem na ulicę. Pamiętam, że to była mroźna śnieżna zima. Na początku spałem po dworcach, następnie trafiłem do ośrodka dla bezdomnych. O ironio wcześniej w tym budynku było przedszkole, do którego chodziłem. Czas w ośrodku potraktowałem jako sposób na przewegetowanie. Byłem tam rok, lecz nie widziałem żadnych zmian w sobie.
Po opuszczeniu ośrodka, zacząłem podróżować po kraju nie mając biletu. Mógłbym wymieniać mnóstwo placówek, w których pod płaszczem katolickiej pomocy doznałem wyzysku pracy jako bezdomny. Trafiłem w końcu do ośrodka, w którym było inaczej. Na początku pracowałem jako pomocnik przy montażu okien. Nie było szans na legalizację umowy, ale poza tym jednym aspektem mi się podobało. Dwa miesiące później otrzymałem za pośrednictwem urzędu pracy legalną pracę przy montażu kablówki. Zapisałem się wtedy pierwszy raz na kurs prawa jazdy. Byłoby to wszystko przełomowe, lecz popełniłem błąd, a raczej nie miałem pomocy w podjęciu de-cyzji - zgodziłem się na mieszkanie do remontu, któremu po prostu nie sprostałem. Po raz kolejny załamałem się i uciekłem w jedyny sposób jaki wtedy znałem, czyli alkohol i hazard. Pragnąłem śmierci, bo już wcale nie zależało mi na życiu, ale brakowało mi odwagi by to zrealizować.
Znów jeździłem po kraju nie mając nic. Dojechałem do kolejnego ośrodka w Warszawie, co potraktowałem jako kolejny sposób odbicia się od dna. Nie potrafiłem przerwać hazardu, układałem całe życie wokół grania rezygnując ze związków partnerskich, starań o pracę na umowę mimo tego, że w pracy byłem po kilkanaście godzin. Rezygnowałem z wynajmowania pokoi, żeby mieć pieniądze na granie. Jeśli hazard pozostawił jakieś uczucia to dopijałem alkoholem.
Terapia
Po tym okresie pojawiłem się w ośrodku Stowarzyszenia ,,Otwarte Drzwi’’ kierowanego w tym czasie przez Panią Annę Machalicę-Pułtorak. Po rozmowie z nią zacząłem i ukończyłem terapię AA i AH. Podejmując nowe prace poczułem się silny i odszedłem z ośrodka. Takich odejść i powrotów było kilka. Zdecydowałem się na terapię zamkniętą w Wojewódzkim Ośrodku Terapii Uzależnień i Współuzależnienia w Charcicach. Było już lepiej z moimi uzależnieniami, lecz one wracały, powielałem schemat: znajdowałem pracę, pojawiali się komornicy i zamiast poprosić kogoś o pomoc uciekałem w podgrywanie w różnych miejscach. Z perspektywy czasu uważam, że gdybym wtedy wykorzystał proponowaną pomoc m.in. psychologiczną, pomoc prawną świadczoną przez studentów prawa moje życie już wtedy by się inaczej potoczyło.
Bodziec do zmiany
Pamiętam, jak któregoś dnia rozpłakałem się, bo byłem bezsilny i chyba te łzy i prośba o pomoc ,,nieba’’ sprawiły, że coś się zmieniło, ja chciałem zmienić swe życie. Minął porządny kawałek czasu, ale powróciłem do ośrodka Pani Anny Machalicy-Pułtorak. Tym razem było inaczej, wciąż jedna chęć bycia z boku w odosobnieniu przeważała, nie potrafiłem tego przełamać. Byłem i jakby nie byłem, co pani Anna świetnie wyczuła i mnie w jakiś sposób ganiła. Nie myślałem o tym by odejść czy uciec, aż do epizodu oskarżenia mnie o wynoszenie żywności z ośrodka. Wolałem odejść unosząc się honorem niż narażać się na mściwość osób, które brały w tym udział.
Upadki i wzloty
Moje późniejsze doświadczenia to nadal upadki i wzloty z minimalnym graniem i piciem. Poznałem kobietę, z którą męczyłem się od początku. Traktowałem ją przedmiotowo a sam często nie czułem zrozumienia, przez co mnie zostawiła. Po rozstaniu trafiłem na squaty w różnych częściach Warszawy. Tym razem było trochę inaczej, bo miałem swego przyjaciela psa Ciapka, który był towarzyszem we wszystkim w moim życiu. Przypadek zrządził, że ktoś z jednej z firm, w której pracowałem zaproponował mi pomoc w znalezieniu lokum dla mnie i psa w podwarszawskiej miejscowości. Zamieszkałem tam na kilka lat. Przez pierwsze dwa lata było wręcz sielankowo, później zaczęły się docinki od strony dzieci właścicieli mieszkania typu: „to nie twój dom”, „co on tu robi”, jak i dużo nieprzyjemnych dla mnie sytuacji np. palenie grilla pod moimi oknami. Z czasem sama właścicielka zaczęła mi robić różne wywody. Jak tylko pytałem o umowę najmu to byłem zbywany: „teraz nie mam czasu”, „w przyszłym tygodniu”. Jednak jak właścicielka potrzebowała pomocy w pracach wokół domu, to mnie wołała i prosiła o pomoc. W pewnym momencie miałem dość traktowania mnie jak intruza i porzuciłem to miejsce.
Pracodawcy
Bardzo duży wpływ na moje zdrowie psychiczne mieli pracodawcy. Z perspektywy czasu patrzę na to tak, iż jeden na sześciu mieli do mnie właściwe podejście. Stany depresyjne, dawały mi się zawsze we znaki. Pracodawców, którzy podpisywali ze mną umowy było bardzo mało. Tak jak ostatnio, gdy przez rok byłem związany z jednym pracodawcą na budowie. W pełni angażowałem się w to co robiłem. Przez pierwsze 3 miesiące nie dostałem umowy, na zasadzie sprawdzania czy się nadam, potem dostałem umowę na okres próbny 3 miesięczny a po tym przez około 5 miesięcy prosiłem się o przedłużenie umowy. Gdy powiedziałem, że mam dość i szukam innej pracy to dostałem świadectwo pracy z paragrafem porzucenia. Takie świadectwo nie daje mi szans u innego pracodawcy, mogę traktować je tak jakby go nie było. Wpływa to niekorzystnie na moje zdrowie psychiczne. Stany depresyjne wprowadzają mnie w kolejne rezygnacje ze wszystkiego. Znów postanowiłem poszukać squotu, w którym mógłbym być z psem i jednocześnie poprosiłem kolegę, u którego kiedyś pracowałem dorywczo o pomoc w opiece nad psem.
Nowy etap
W maju 2025 r po latach skontaktowałem się z panią Anną Machalicą-Pułtorak, która poradziła mi skontaktowanie się z Fundacją Najpierw Mieszkanie Polska. Podjąłem decyzję o uczestniczeniu w Programie Ambiwalencja, w którym otrzymuję pomoc psychologiczną. W tym samym czasie odnalazłem kontakt do pani Oli, która kiedyś była pracownikiem socjalnym w ”Otwartych drzwiach’’, a teraz jest kierowniczką Towarzystwa Świętego Brata Alberta w Warszawie. Pani Ola pomogła mi trafić do mieszkania wspieranego, w którym jestem dziś. Od tego czasu odbyłem terapię dla osób z depresją. Borykam się z kolejnymi wyzwaniami jakimi jest wyjście z bezdomności poprzez złożenie wniosku o pomoc mieszkaniową m.st. Warszawy i uzyskanie pracy z umową. Prosiłem też ośrodek pomocy społecznej o pomoc finansową, lecz raczej nie są chętni.
Dziś mam za sobą 10 lat abstynencji od hazardu i 9 lat od alkoholu. Zadaję sobie pytanie czy mam prawo być tym wszystkim zmęczony? Czy mam prawo czuć się zagubiony? Prawda jest taka, że można być bardzo zdeterminowanym, lecz i zapałka potrafi zgasnąć lub się wypalić. Jestem w miejscu, które daje mi szanse stabilizacji, lecz nie pozbyłem się lęku „czy dam radę”. Otrzymałem ostatnio osobisty aforyzm, który noszę w portfelu:
„Błędy są dowodem, na to, że próbujesz”
Ciężko się pozbyć myśli, że całe życie to pasmo moich błędów. Wiem jednak, że to brak wsparcia i zrozumienia były powodem moich kolejnych ucieczek, hazard i alkohol były sposobami na oderwanie się od bolesnej rzeczywistości, a chęć do szybkiego zdobycia pieniędzy na złych warunkach sposobem na wyjście z biedy.
Cele
Moje cele dzisiaj to znalezienie uczciwej, stałej pracy i wykorzystanie pomocy prawnej do uporania się z zaległościami finansowymi. Chciałbym też pójść do szkoły mimo obawy, że system zaoczny jest nie realny dla mnie, będę w tym sam i poddam się na początku oraz zdać egzamin na prawo jazdy. Dużym problemem zdrowotnym dla mnie jest stan uzębienia, co często bardzo zawstydza mnie w kontaktach międzyludzkich. Zostało mi jeszcze rzucenie palenia papierosów - szukam sposobów, aby przekształcać myśli o chęci palenia w inne.
Autor jest ekspertem przez doświadczenie, osobą z doświadczeniem bezdomności i kryzysu zdrowia psychicznego uczestniczącą m.in. w programie Ambiwalencja Fundacji Naj-pierw Mieszkanie Polska.
Nasze projekty są finansowane ze środków publicznych przyznawanych w konkursach dla ngo. Jesteśmy doceniani. Jednak do każdego dofinansowania musimy dołożyć środki prywatne. Zazwyczaj jest to 10% kosztów całego projektu. Wesprzyj nas wpłacając dowolną kwotę na "wkład własny"